Lewactwo prawicowe

Wydawało mi się, że powiedziałem już wystarczająco na temat „medialnej nagonki na prof. Chazana”. Myliłem się. Medialna hucpa wokół tego pożal się Boże sumiennika jak rozgorzała, tak nadal co jakiś czas powraca.

Czy może istnieć coś takiego jak „prawicowe lewactwo”? Okazuje się, że jak najbardziej może. Niedawno pewien, nazwijmy to, Facepage „Libertaere Aktion” opublikował zdjęcie, jak jakiś lewacki debil urwał komuś flagę na samochodzie i dopisał, że dla niego Niemiecka flaga to propagowanie nacjonalizmu (czyli nazizmu). Oczywiście ja, jako antynacjonalista, sam uważam, że wieszanie jakiejkolwiek flagi symbolizującej państwo o powierzchni większej, niż standardowy powiat, jest propagowaniem nacjonalizmu. Nie mówiąc już o tym, że rzeczywistymi twórcami współczesnego Niemieckiego państwa są Bismarck i Hitler, co Niemcy próbują bardzo nieudolnie ukrywać. Oczywiście nie przeszkadza mi to w Niemczech żyć i pracować – tu chociaż nie muszę się kryć z tym, że mam takie poglądy.

Zatem, ktoś powie, że może i propagował, ale urwanie komuś flagi to zamach na czyjąś własność, a więc przekroczenie prawa? No to popatrzmy teraz, w jaki sposób media, nazwijmy to bez epitetów, „odwołujące się w swojej treści do tradycyjnych wartości”, próbują usprawiedliwiać ludzi robiących dokładnie to samo.

1. Lewactwo

Ponieważ jestem w trakcie pisania pewnej pracy na temat lewactwa i zbieram na ten temat materiały, pozwolę sobie w skrócie określić, jak to działa. Tego akurat nie wie większość ludzi, z prawicowymi gazetami na czele.

Lewactwo jest to w pewnym sensie zjawisko społeczne, które w prostej linii prowadzi do sterowania ludźmi za pomocą emocji, a przy tej okazji odpowiedni spryciarze realizują jakieś swoje cele.

Jest to w zasadzie jedyna definicja, która mogłaby jeszcze moim zdaniem nie budzić wątpliwości. Większość ludzi polujących na lewactwo popełnia bardzo często bardzo powszechne błędy, które całą teorię o lewactwie kompromituje i pozwala lewackim działaczom bez większego problemu te twierdzenia obalać i wyśmiewać, mianowicie:

  • Twierdzą, że ktoś z premedytacją ustanowił plan rozbudzenia określonych emocji i z góry zaaranżował całą sprawę po to, żeby spełnić swój cel
  • Twierdzą, że celem tych spryciarzy jest uzyskanie zysku finansowego, w ostateczności uzyskanie jakiejś władzy

Niestety, prawda jest taka, że:

  • Nikt nie jest w stanie zaaranżować emocji w taki sposób. Emocje istnieją same, same się w ludziach rodzą, podlegają też modyfikacjom w przypadku kontaktów międzyludzkich. Sztuka polega na tym, żeby za pomocą mediów i środków przekazu umiejętnie jedne emocje podsycać, a inne, które nam nie pasują, wyciszać. Nikt z manipulatorów nie stosuje żadnej ścisłej strategii, bo w ten sposób szybko by się zdemaskował; najpowszechniejsze techniki włączają wykorzystywanie całkowicie poprawnych (do fizycznego udowodnienia) tez o luźnym związku z tematem, czy też stosowanie nieadekwatnych porównań uproszczonych na sposób pozwalający wesprzeć zamierzoną narrację.
  • Cele mogą być bardzo różne, nawet emocjonalne. Przykładowo, ktoś może chcieć zaspokoić swoją żądzę stworzenia lepszego świata i też ten cel realizować rękami ludzi zdalnie sterowanych za pomocą emocji. Ktoś może chcieć zniszczyć jakiegoś przedsiębiorcę, bo zalazł mu za skórę – nawet jeśli będzie musiał równocześnie stracić dużą część swojego majątku. Wbrew pozorom, nie wszyscy gonią za pieniądzem – a co najwyżej ci, co gonią za pieniądzem, to jedyni, którzy mają rzeczywiście czyste intencje.

Bez trudu można znaleźć na to przykłady z całej ostatniej 1000-letniej historii, żeby wspomnieć chociażby używanie nazwy „wielka wojna ojczyźniana” na II wojnę światową w Rosji, czy rozpętanie medialnej hucpy wokół najpierw przeludnienia, a potem globalnego ocieplenia.

To tak w wielkim skrócie – potrzebne mi to do wywodu.

2. Fakty

Mówiąc Max-Kolonkiem, jakie są fakty w tej sprawie?

W wielkim skrócie (spróbuję to rozwinąć gdzie indziej), cały problem polega na tym, że w okolicach 7.04 (to jest 11 dni od 18.04, o których mówi pacjentka, że prof. Chazan opóźnił wydanie decyzji odmownej, na co złożyła pisemną skargę), prof. Chazan nakazał lekarzowi prowadzącemu pacjentki zgodzić się na jej życzenie aborcji i wysłać ją na badania do Instytutu Matki i Dziecka. De facto zatem wcale nie odmówił aborcji. Odmówił dopiero wtedy, gdy należało już to wykonać – inaczej mówiąć, odmówił dostosowania się do podjętego wcześniej zobowiązania.

Gdybyśmy chcieli mówić o odmowie aborcji, to odmowę złożył Instytut Matki i Dziecka, u którego lekarz prowadzący pacjentki początkowo próbował zabiegać o jej wykonanie. Oni odmówili od razu i wprost. Prof. Chazan nie odmówił – on zaakceptował żądanie pacjentki, a przynajmniej kazał lekarzowi prowadzącemu tak pacjentkę przekonać, a dopiero gdy już pacjentka i tak nie mogła zgłosić się nigdzie indziej ze względu na przekroczenie terminu (jak to się stało w szpitalu Bielańskim), wystawił ją do wiatru.

No niestety w Polsce łamanie prawa to dość skomplikowany temat. To nie jest nawet „temat na wielką książkę”, bo raz, że wiele już książek na ten temat napisano, a dwa, że w zasadzie można by to zawrzeć w jednym zdaniu, które na początku „Potopu” wypowiada do swojej ukochanej Kmicic.

3. No i hucpa

W całej medialnej hucpie, którą urządzono na cześć doktora Chazana, przebija się przede wszystkim powtarzanie oczywistego kłamstwa, jakoby prawo „zmuszało lekarza do wykonania aborcji wbrew jego woli”. Jest to kompletna bzdura. Jest nawet specjalna Europejska dyrektywa, która pozwala lekarzom odmawiać wykonywania zabiegów, które kłóciłyby się z ich sumieniem. To jest przede wszystkim przepis ograniczający pole manewru zatrudniającego ich szpitala – szpital nie może wyrzucić z pracy lekarza tylko dlatego, że odmówił wykonania zabiegu (chyba że zobowiązał się do jego wykonywania w umowie o pracę).

Szczególnie zasłużony w walce o dochody lekarzy, wykonujących aborcje na życzenie prywatnie w zaciszu swoich gabinetów, jest tygodnik młodej, karnej Polski i jego portal. Ten to właśnie lubuje się w określeniach typu „medialna nagonka na prof. Chazana” (w rzeczywistości wątek Chazana w „portalowych mediach” trwał może ze dwa dni, natomiast to ten właśnie tygodnik najbardziej rozdmuchuje temat). W tym wszystkim z trudem przebija się chyba jedyny jak do tej pory głos rozsądku w tej sprawie, czyli Katolicki etyk ks. prof. Andrzej Szostek, który stwierdził wprost:

Jeśli ktoś uważa, że wskazanie innego lekarza kłóci się z jego sumieniem, to nie powinien pracować jako lekarz, zwłaszcza ginekolog. Lekarz musi znać prawo i je respektować. Jeśli obowiązujące prawo stanowione kłóci się z jego sumieniem, to powinien zabiegać o zmianę prawa, podejmując odpowiednie kroki legislacyjne, ale nie może go ignorować, pracując w ramach systemu, w którym to prawo obowiązuje.

(Cyt. za portalem dziennika Rzeczpospolita, rp.pl)

To jest akurat archiwalny link, ale pod pierwszym wpisem, który wkleiłem na facebooku, komentarze są jeszcze lepsze (choć i pod tym znalazł się taki jeden). Tam możecie zobaczyć, co to naprawdę znaczy „katoliban”, w postaci pewnego gościa, który lepiej od księdza profesora wie, czym jest Katolicka etyka, a ponieważ ksiądz się nie zna, to znaczy że KUL stał się w ogóle lewicowym uniwersytetem i nie zasługuje na żadne wsparcie finansowe od Katolików. Tacy właśnie „prawdziwi Katolicy” gotowi są i papieża krytykować za różne ich zdaniem „sprzeniewierzenie się Katolicyzmowi”.

Wygląda więc na to, że prawo prawem, Katolicke zasady zasadami, ale my wiemy lepiej, jak powinien postępować prawdziwy Katolik. Powinien łamać prawo i powinien stosować przemoc wobec tych, którzy nie postępują zgodnie z jego sumieniem.

W jednym z komentarzy pod cytowanym artykułem znalazłem komentarz:

Ks. prof. Andrzej Szostek, (…), jako wyznawca ‚litery prawa’, byłby tym, który by żołdakom Heroda (jako pierwszy) wskazał drogę do Betlejem.

Ależ nie, drogi użytkowniku „ankayk”, jesteś debilem i najlepiej – mówiąc Kelthuzem – zabij się. Chyba że nie rozumiesz, czym się różni „udzielenie informacji” od „odmowy udzielenia informacji”. Tak się akurat składa, że gdyby „żołdacy Heroda” zapytali prof. Chazana o drogę (a żeby porównanie z jego funkcją było miarodajne, załóżmy że miałby on władzę), kazałby ich pojmać i związać, żeby przypadkiem sami nie znaleźli miejsca. Oczywiście Herod nie patyczkowałby się z nim, tylko wysłał większą ekipę, żeby przywieźli mu jego głowę.

Oczywiście to wszystko nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Prof. Chazan, jak by nie patrzeć, nie byłby lekarzem prowadzącym, więc nie przeprowadzałby ewentualnej aborcji. Klauzula sumienia więc go z oczywistych względów nie dotyczy. Pomjając już ten drobiazg, że jeśli chciał powołać się na klauzulę sumienia, to po prostu należało to zrobić – tzn. wymienić odpowiedni przepis prawny. Nie zrobił tego, więc o żadnej klauzuli sumienia tym bardziej nie ma mowy.

Zresztą, spróbujmy wymyślić jednak coś lepszego.

4. Przypowieść

Wyobraźmy sobie następującą sytuację:

Pewna kobieta goni z nożem jakiegoś mężczyznę. Kobieta na ognie w oczach, mężczyzna wyraźnie jest zmęczony. Prawie go dopada, ale tu dobiega do niej pewien człowiek wracający z kościoła do domu. Widząc, że kobieta próbuje zabić tego mężczyznę, usiłuje do niej zagadać i przekonać ją, że to, co chce zrobić, jest złe i on jej tego zrobić nie pozwoli. Oferuje jej jednocześnie pomoc w postaci mediacji z mężczyzną, którego goni. Kobieta jednak nie jest zainteresowana negocjacjami. Przyspiesza kroku, zostawiając „mediatora” nieco w tyle, dopada mężczyznę i usiłuje go zabić. „Mediator”, który akurat prywatnie posiada pozwolenie na broń i zawsze ją nosi przy sobie, wyciąga broń i strzela do kobiety, zabijając ją na miejscu.

„Mediator” nie wiedział bowiem, że mężczyzna, którego goniła kobieta, w rzeczywistości jest złodziejem, który wielokrotnie już nachodził dom tej kobiety, tylko tym razem został przyłapany na gorącym uczynku. Zabijając kobietę osierocił dwójkę dzieci – kobieta była samotną matką. Złodziej uciekł.

A teraz proszę państwa, w ramach krótkiej dygresji, jako pouczenie moja prywatna interpretacja zasady „poszanowania wolności drugiego człowieka”:

Nie wtrącaj się w nie swoją sprawę, chyba że chcesz być sądzony na tej samej sali.

Że co, że wymyślam sobie jakieś niestworzone reguły? To przypomnę szanownym katolibom, że Jezus powiedział „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni„.

5. Analiza

A teraz, znów jadąc Max-Kolonkiem, mój komentarz.

Obowiązki Chrześcijańskie? Obowiązki Chrześcijańskie są następujące: przestrzegać 10 przykazań oraz dwóch „najważniejszych przykazań”, które każą kochać bliźniego jak siebie samego. Ta ostatnia zasada została uwieczniona w wielu różnych postaciach, takich jak „nie rób drugiemu co tobie niemiłe”, ale objaśnieniem tego najbardziej wprost jest „nie postępuj wobec innych tak, jak nie chciałbyś aby ktoś postępował wobec ciebie”.

Nawet jeżeli założymy, że istnieją jakieś „aktywne” obowiązki Chrześcijanina, to co najwyżej należą do nich:

  • korzystanie z okazji, aby szerzyć swoją wiarę (oczywiście zachowując zasadę „nie rzucajcie pereł między świnie”)
  • modlitwa za bliźniego, który grzeszy
  • namawianie bliźniego, który chce popełnić grzech, aby zaniechał swoich zamiarów

Natomiast jest jedna zasada, na którą – może o tym nie wiedząc – powołują się w obronie dr. Chazana różne „frądowate” media. Brzmi ona:

Jeżeli twój bliźni chce popełnić grzech, użyj wszelkich dostępnych ci środków, aby mu to uniemożliwić. Inaczej będziesz współwinny.

Z jakiej kategorii jest to zasada? Niestety, z żadnej, o której mówi Pismo Święte. Jest to co najwyżej kategoria „Tego Jezus nigdy nie powiedział„.

A co powiedział? Powiedział krótko, że każdy będzie personalnie sądzony za to, co zrobił w czasie, gdy był na ziemi. Każdy będzie odpowiadał wyłącznie za swoje własne czyny.

Co więc powinien powiedzieć doktor, który nie chce się zgodzić na dokonanie nawet dozwolonej prawem aborcji? Wolno mu co najwyżej powiedzieć tak:

Szanowna pani! Rozumiem treść badań, które usprawiedliwiają podjęcie decyzji o aborcji. Muszę pani oświadczyć, że ja zgodnie z moim sumieniem nie mogę przeprowadzić aborcji. Serdecznie namawiam panią, żeby odstąpiła pani od tego czynu. Jeżeli rzeczywiście dziecko nie będzie w stanie samodzielnie żyć i śmierć miałaby nastąpić nawet krótko po jego urodzeniu, jest tutaj hospicjum dla takich dzieci. Oferuję pani wszelką pomoc w sprawie dziecka, jeżeli zdecyduje się pani jednak na jego urodzenie.

Jeśli jednak nadal jest pani zdecydowana wykonać aborcję, proszę się zgłosić do doktora XYZ lub ordynatora oddziału ginekologicznego. Mam obowiązek przypomnieć pani, że cokolwiek pani w tej sprawie zdecyduje, robi to pani na własną odpowiedzialność.

A dlaczego lekarz musi tak postąpić, nawet jeśli nie chce?

W zasadzie można by się tu posłużyć dwoma wyjaśnieniami:

  1. Jeżeli chodzi nam o „postępowanie zgodnie z własnym sumieniem” (a sumienie rozumiane w ten sposób jest jak dupa – każdy ma własne, niekoniecznie zgodne z jakimiś religijnymi wytycznymi), lekarz ma obowiązek wykonać to, do czego go obliguje prawo, a odmówić może tylko tego, czego prawo pozwala mu odmówić. Inaczej mówiąc, jeśli powołujesz się na arbitralne „sumienie”, to postępuj po prostu zgodnie z prawem. Bo jeżeli będziemy owo „sumienie” rozumieli arbitralnie, to kobieta też może powiedzieć, że ona zgodnie ze swoim sumieniem powinna dokonać aborcji, by nie skazywać dziecka na dodatkowe cierpienie.
  2. Jeżeli chodzi o „postępowanie zgodnie z zasadami Chrześcijaństwa”, to podstawową zasadą jest nie używać przemocy wobec drugiego człowieka – przemocy rozumianej jako zmuszanie drugiego człowieka do postępowania niezgodnie z jego wolą.

To w skrócie oznacza, że pan doktor zarówno złamał prawo, jak i postąpił wbrew Chrześcijańskim zasadom. Pan doktor nie postępuje zgodnie z sumieniem, pan doktor wymusza na innych ludziach postępowanie zgodnie z jego sumieniem, uzurpując sobie prawo do bycia wyrocznią i egzekutorem Boskiego prawa. Prawo do bycia samozwańczą ręką Boga. Do stania ponad prawem, które jasno definiuje, że wszyscy ludzie są równi.

Tego właśnie broni teraz całą parą medialna „frąda”.

6. Dlaczego „lewactwo”?

Podam mały przykład – wspomnianą wyżej przypowieść spróbuję przedstawić teraz jako relację prasową.

Oto sposób pierwszy:

Według relacji sąsiadki, pani Aldona M. wybiegła za mężczyzną ze swojego domu i zaczęła go gonić, trzymając w ręku nóż. Według relacji tej samej sąsiadki, mężczyzna bywał już widywany jak włamywał się do tego domu, ale mimo że sprawa była zgłoszona na policję, nie złapano go. Według relacji świadków, którzy widzieli goniących w pewnym momencie do kobiety dołączył pewien mężczyzna i próbował coś jej powiedzieć. W pewnym momencie mężczyzna upadł, a kobieta złapała go za głowę, zamierzając się z nożem w kierunku jego gardła. Drugi mężczyzna, który dołączył, usiłował unieruchomić kobietę, ale kobieta się mu wyrwała i zagroziła mu również nożem. Mężczyzna wtedy odsunął się, a kobieta znów złapała leżącego mężczyznę za głowę zamierzając się ponownie nożem na jego gardło. Stojący mężczyzna wyciągnął broń i oddał dwa strzały w kierunku kobiety z bliskiej odległości. Następnie oddalił się.

Sposób drugi:

Wczoraj miał miejsce poważny incydent. Kobieta, matka dwójki dzieci, która złapała złodzieja na gorącym uczynku, zaczęła go gonić z nożem w ręku, żeby go zabić. Niestety miała pecha – zaraz dołączył do niej jakiś samozwańczy obrońca życia, który dopiero co wyszedł z pobliskiego kościoła i najpierw usiłował ją zmanipulować, wmawiając jej, że może i złodziejstwo jest złe, ale zabójstwo jeszcze gorsze. Ponieważ kobieta nie była skłonna do negocjacji, gdy złodziej upadł na ziemię, skorzystała z okazji, żeby poderżnąć mu gardło. Samozwańczy negocjator usiłował ją odepchnąć, ale uzyskał tylko tyle, że kobieta zamachnęła się na niego, więc odpuścił. Zaraz potem jednak wydobył broń i strzelił do kobiety, zabijając ją na miejscu i pozwalając złodziejowi uciec. Złodzieja policja nie złapała do dziś. Zabójca osierocił dwójkę dzieci – kobieta była samotną matką. Według wstępnych ustaleń, policji już udało się zidentyfikować mordercę.

Sposób trzeci:

Wczoraj miał miejsce poważny incydent. Kobieta usiłowała dokonać samosądu na złodzieju, który podobno wielokrotnie włamywał się do jej mieszkania. Goniła złodzieja przez pół osiedla, aż dogonił ją pewien dobry człowiek, który usiłował odwieść ją od popełnienia morderstwa. Kobieta opierała się wszelkim próbom przemówienia jej do zdrowego rozsądku, nawet usiłowała zamordować najpierw owego dobroczyńcę. Aby uratować życie napastowanemu mężczyźnie, ów dobroczyńca, ponieważ posiadał broń, użył jej, aby uniemożliwić kobiecie dokonania morderstwa. Niedoszła morderczyni zginęła na miejscu.

Przedstawione sposoby drugi i trzeci są jeszcze dość „umiarkowane” jeśli chodzi o emocjonalne zaangażowanie i manipulację odbiorcą. To jest, że tak powiem, amatorszczyzna.

Chcesz zobaczyć jak „profesjonalnie” manipuluje się emocjami odbiorcy – to musisz pooglądać jakieś obrazki. Słowo pisane, jakim jest papierowa wersja Newsweeka, nie może nieść mocnego przekazu emocjonalnego, dlatego Newsweek dodatkowo wykorzystał w tym celu obraz, aby przedstawić – jak twierdzi – masowe dzieciobójstwo nazywane nawet Irlandzkim holokaustem.

Nie będę odnosił się do merytorycznej strony tego artykułu, bo się na tym nie znam, ani nie znam żadnych faktów. Z tego, co na razie dowiedziałem się z innych źródeł, rozpoczęto pracę mające wyjaśnić losy i przyczyny śmierci kilkuset dzieci z okolic Galway, które miały miejsce w początkach XX wieku. I póki co wiadomo jedynie, że dzieci, których zwłoki zbadano, zmarły z głodu, wycieńczenia i choroby. Nie wiem, może redaktorzy z Newsweeka dysponują jakimiś dowodami, że w przytułkach prowadzonych przez kościół głodzono dzieci na śmierć – może jakimiś relacjami świadków (jak choćby te, na podstawie których nakręcono „Siostry Magdalenki”, z którego sceny nie wiadomo właściwie z jakich przyczyn wpleciono w tak przygotowany obraz). A może zapisy kogoś, kto uciekł z tego kościelnego piekła i opowiedział wszystko ludziom, którzy go uratowali. Może jakiś pokątnie pisany przez kogoś pamiętnik. Może jeden z tych kościelnych perwersów prowadził też jakiś pamiętnik, w którym dodatkowo pokazał swoje ciemne oblicze. No nie robię sobie jaj, naprawdę, żeby używać tak ciężkich oskarżeń, jak „dzieciobójstwo”, „holokaust”, „głodzenie na śmierć”, „mordowanie”, i to bynajmniej nie w trybie przypuszczającym, to albo ma się na to naprawdę mocne dowody (i nawet nie poszlaki), albo się po prostu z premedytacją perfidnie kłamie.

Ale to jest dla wywodu kompletnie nieistotne. Jak mocnych dowodów by nie mieli, nie zmienia to faktu, że przedstawiony tu materiał to modelowy przykład, w jaki sposób za pomocą emocji wbijać ludziom gwoździe do głów. Bo przecież nikt chyba nie ma wątpliwości, że 90% ludzi oglądających ten materiał uwierzyło w to „dzieciobójstwo” i „Irlandzki holokaust” bez potrzeby pokazywania jakichkolwiek dowodów. A przecież prasa może sobie akurat takie newsy produkować na kilometry niezależnie od ich zgodności z prawdą, bo Kościół Katolicki jest jedną wielką dupą wołową i – w odróżnieniu od komercyjnej firmy dbającej u ludzi o reputację – nie poda przecież wydawcy do sądu z żądaniem jeszcze sowitego odszkodowania. Więc widocznie kościół zasługuje na to, by go tak traktować. Bo gdyby Newsweek zrobił materiał w tym stylu o jakiejś fundacji z USA, niech by było nawet że mówiąc o zdarzeniu sprzed 100 lat, ale nie mając na to wystarczająco mocnych dowodów, tydzień później byłby bankrutem.

O wspomnianej sprawie napisał też Portal PCH24. W miarę mało emocjonalnie (trudno znaleźć jakiekolwiek zdanie nacechowane emocjonalnie, poza ostatnim akapitem), choć tutaj też nie podano dokładnie, na jakie „archiwa” powołują się w swoich tezach. Ale oni chociaż, w odróżnieniu od Newsweeka, powołują się na jakieś konkretne dokumenty. I nie nagrali specjalnie na potrzeby wypromowania słowa pisanego żadnego filmiku z sapiącym jak parowóz z emocji redaktorem, który nawet się poprawnie wysłowić nie potrafi.

Ale dokładnie takie same metody stosują „frądziarze”. Kiedyś, gdy namiętnie jeszcze siedziałem na facebooku, sam wypisałem się z kilku grup i wlepiłem bana niektórym użytkownikom, ponieważ nie potrafili zrozumieć tego, że wieszanie na streamie linków wraz z „miniaturami” zawierającymi zdjęcia na pełną szerokość kolumny, które przedstawiało… no, powiedzmy w skrócie „resztki dziecka po aborcji”, to jest rodzaj PRZEMOCY EMOCJONALNEJ i niczym nie różni się od jebnięcia w ryj. Po co przedstawiano? Tłumaczą się ludzie na typowo lewacki sposób – żeby „uwrażliwić”.

Żeby uwrażliwić? To znaczy, żeby „wywołać emocje”, tak? To znaczy, żeby sterować emocjami ludzkimi bez zgody sterowanego, tak? No sory, nie odwracajmy kota ogonem i nie udawajmy, że nie wiemy o co chodzi.

Wtedy lewactwo, czy to lewicowe, czy prawicowe, powie swoje standardowe „tak, robiłem to, ale w słusznej sprawie”.

Jak wiemy z historii, w słusznej sprawie można wykorzystywać dowolnie najpodlejsze środki. Komunizm i hitleryzm też te miliardy wymordowały w słusznej sprawie.

Bo słuszna sprawa jest jak dupa – każdy ma swoją. Nie ma nic złego w tym, że każdy ma swoją – złe jest wtedy, gdy uzurpujesz sobie prawo do decydowania o cudzej. Zwłaszcza jak jesteś ginekologiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: