Yellow pages: Dobra władza, źli urzędnicy

Dzisiaj właśnie oglądałem w dzienniku o okrutnych sądach, które odbierają rodzicom dzieci.

Właściwie to nie żeby mnie to zdziwiło, bo już nie takie akcje oglądałem. Problem jest trochę w czym innym – jak przedstawiono to w relacji telewizyjnej.

W relacji telewizyjnej było tak – kilka rodzin, na nich rodzice, często zapłakani, chcieliby, żeby dzieci do nich wróciły. Warunki życia – siermiężne, ale jednak do zniesienia. Dodatkowo jeszcze motyw o jednym z dzieci, które po odebraniu rodzicom i odesłaniu do „ośrodka” stało się agresywne i niemożliwe do zniesienia. Odesłano go nawet do psychologa.

Oczywiście ani słowa o tym, co na to psycholog – bo przecież jasne, że psycholog by się dowiedział bardzo prostej rzeczy – że dzieciak po prostu chce wrócić do rodziców. Poza drobną wzmianką jednego z rodziców, że to jakiś urzędnik z opieki społecznej (no dobrze, jakaś pani, i wątpię czy to bez znaczenia) powiedział „spotkamy się w sądzie”, nie wiadomo z czyjej inicjatywy odebrano im dzieci. Ale nawet nie to jest ważne.

Ważne jest, że nikt nie podał ani żadnej podstawy prawnej, ani żadnych procedur, ani żadnych określonych zasad, które rządzą odbieraniem dzieci – po prostu urzędnikowi się zechciało, a sąd zasądził. Prawem kaduka.

Redaktorzy telewizyjni – choć przedstawiony tam motyw zakrawa na okrucieństwo porównywalne tylko z totalitarnymi reżimami – też nie przemęczali się zbytnio przygotowując materiał. Zrozumiałe jest oczywiście, że nikt nie pokaże tych sędziów, którzy to zasądzili. Ale gdzie na przykład pytania do ministerstwa sprawiedliwości o podstawę prawną i procedury, gdzie pytania do ministra pracy i polityki socjalnej? Gdzie takoż pytania do urzędnika z opieki społecznej, na jakiej podstawie i jakim prawem dzieci zostały rodzicom odebrane? Gdzie pytanie do przełożonego owych sędziów, czy postąpili zgodnie z prawem i czy nasze prawo pozwala na takie rzeczy?

Bo to przecież nie sędziowie są winni całego tego okrucieństwa, niezależnie od tego, że to oni podejmowali decyzję. Sędziowie w końcu działają wedle określonego prawa, jeśli więc mogli podjąć takie decyzje, to znaczy, że pozwoliło im na to prawo, a co najmniej, że przełożony akceptuje taki sposób rozwiązywania tych spraw.

Oczywiście, że nie zapytano, bo gdyby dociekano tej sprawy na takim poziomie, natychmiast wyszłoby na jaw, że przyczyną są potworne zaniedbania w sferze prawnej, że to właśnie prawo, które ustanawia nasza władza, pozwala na takie rzeczy. A tak wygląda na to, że mamy po prostu okrutnych sędziów, okrutnych urzędników, a władza, jak zwykle, niczemu nie jest winna.

W Stanach istnieje, moim zdaniem staroświecka, zasada precedensów, które w praktyce oznacza, że sędziowie w określonych okolicznościach tworzą prawo. U nas zasada precedensów nie obowiązuje. U nas jest jeszcze gorzej – każdy sędzia może sobie dowolnie prawo interpretować, a wydany przez niego wyrok jest obowiązujący nawet jeśli niezgodny z innym, podobnym wyrokiem wydanym przez innego sędziego, nawet jeśli uwłacza zdrowemu rozsądkowi, elementarnej logice, a nawet też jeśli jest w sposób jawny okrutny. Zresztą to i tak nie wszystko – sędzia wydając wyrok może mieć nawet obowiązujące prawo głęboko w dupie, czego dowody mieliśmy ostatnio wiele okazji widzieć.

To już dawno przestało być śmieszne.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: